← Blog
AI w edukacji

Komu dzwoni ten dzwonek, czyli dlaczego polska szkoła nie przygotuje naszych dzieci do świata AI?

PISA 2025: rekordowa adopcja AI wśród uczniów, szkoła bez sprzętu, nauczycieli i klimatu, żeby to udźwignąć.

Rafał Szymczak · 10 września 2026

Grafika tytułowa: PISA 2025 i gotowość polskiej szkoły na AI

8 września OECD opublikowała wyniki PISA 2025 i w Polsce zrobiło się miło. „Polscy uczniowie w czołówce UE”, pisały tytuły, a premier Tusk miał powód do uśmiechu: drugie miejsce w całej Unii z matematyki, lepsza od nas jest tylko Estonia. To nawet prawda, liczbowo. 495 punktów z nauk przyrodniczych przy średniej unijnej 476, 484 z matematyki przy 460, 482 z czytania przy 451. Tylko że między 2022 a 2025 żaden kraj Unii Europejskiej nie poprawił wyniku. Zanurkowaliśmy wszyscy, Polska po prostu płycej niż sąsiedzi. Ten uśmiech przypomina bardziej kota z Cheshire niż realny wynik: zostaje, kiedy reszty już nie widać. Można się cieszyć. Ja bym się wstrzymał.

Bo pod tymi liczbami jest drugi zestaw danych, który tłumaczy, dlaczego ten tekst w ogóle powstaje, i dlaczego akurat teraz. To pierwszy raz, kiedy piszę jeden tekst na oba blogi, które prowadzę: ten, i Agenci i Persony, gdzie zwykle piszę o AI dla biznesu, nie o szkole. PISA 2025 jest dokładnie na przecięciu obu tematów i szkoda byłoby dzielić tę historię na dwie połówki. Zwykle nie cross-postuję. Tym razem robię wyjątek, bo materiał na to zasługuje.

Dla czytelników, którzy wolą metodologię niż publicystykę: to dane z próby 760 000 piętnastolatków w 91 krajach i gospodarkach, w Polsce zebrane na próbie 7103 uczniów w 217 szkołach, badanie trwało od 3 marca do 25 kwietnia 2025 roku. 65% polskiej próby to uczniowie drugiej klasy szkoły ponadpodstawowej, czyli liceum albo technikum. Do tej liczby jeszcze wrócę, bo ma znaczenie.

Paradoks, którego MEN nie zauważa, bo mierzy coś innego

55,1% polskich piętnastolatków korzysta z AI do nauki co najmniej raz w tygodniu, według danych IBE. Średnia OECD to 45,5%. Polska jest liderem adopcji w całym badanym świecie. To nie jest zasługa żadnego programu ministerialnego. Nikt tych uczniów nie uczył korzystać z ChatGPT. Zrobili to sami, dokładnie tak, jak sami się uczą TikToka, Discorda i wszystkiego innego, co dorośli odkrywają na ogół dwa lata później.

Problem zaczyna się przy drugiej liczbie. 62,4% polskich uczniów deklaruje, że szkoła uczy ich oceniać wiarygodność treści generowanych przez AI. Średnia OECD to 62,6%. Praktycznie identyczna. Polska ma najwyższą w OECD adopcję narzędzia i przeciętną, nijaką gotowość instytucjonalną do nauczenia, jak z niego mądrze korzystać. Wyprzedziliśmy resztę świata w jednej kolumnie tabeli i zrównaliśmy się z nią w drugiej, tej, która realnie decyduje, czy adopcja pomaga, czy szkodzi.

Pół roku temu, wiosną, przygotowałem raport o tym, co polska szkoła powinna zrobić z tą sytuacją. Zrobiłem to z pomocą Claude, bo staram się być szewcem, co w butach chodzi, i nie będę tego ukrywał, ani teraz, ani przy tym tekście. Roboczo nazwałem ten raport „kurs na inteligencję”, bo szło mi o coś w rodzaju polityki kursowej: nie zakazywać, nie ignorować, tylko świadomie ustawić, w jakim kierunku idzie adopcja, która i tak już się dzieje. PISA 2025 jest dokładnie potwierdzeniem diagnozy sprzed pół roku, tylko teraz ma numer OECD i 91 krajów porównania. Trochę żałuję, że mam rację. Wolałbym się mylić.

Sprzęt, którego nikt nie potrzebował, żeby uczniowie zaczęli korzystać z AI

Tu robi się bardziej dosadnie. Program Cyfrowy Uczeń (2025-2029) to 1,4 do 2,5 miliarda złotych, głównie z KPO, na 735 tysięcy urządzeń do 16,5-17 tysięcy szkół. Do tego dochodzą laboratoria AI i STEM, gdzieś między 12 a 16 tysiącami pracowni, zależnie od tego, które źródło się czyta. Łącznie z KPO na cyfryzację szkół idzie ponad 5 miliardów złotych, w większości z Brukseli. To trochę wyciskanie Brukselki: zarobi na tym uczciwie dostawca sprzętu, integrator, pieniądze zostaną wydane, miejmy nadzieję w Polsce, tylko efekt dla gospodarki cyfrowej kraju wychodzi w praktyce zerowy, bo strumień płynie w pudełka, nie w ludzi, którzy wiedzą, co z tymi pudełkami zrobić.

Żeby korzystać z ChatGPT, Claude czy Gemini, potrzeba przeglądarki i połączenia z siecią. Nic więcej. Nie potrzeba pracowni robotyki. Nie potrzeba gogli VR. 55,1% polskich uczniów udowodniło to samo, korzystając z telefonu, który mieli w kieszeni, zanim jakikolwiek minister podpisał jakikolwiek program grantowy. Miliardy złotych idą w infrastrukturę, która nie jest warunkiem koniecznym adopcji AI, w sytuacji, gdy najsłabszym ogniwem polskiej szkoły, według samego badania PISA, jest coś zupełnie innego. Pod względem dostępności zasobów cyfrowych Polska jest oceniana niemal najgorzej ze wszystkich badanych krajów, gorszy wynik miało tylko Maroko. Jakość internetu szkolnego ocenia pozytywnie 46% uczniów, jego stabilność 43%, a kompetencjom cyfrowym własnych nauczycieli ufa poniżej 60%. Sprzęt bez łącza, które działa, i bez nauczyciela, który wie, co z nim zrobić, to bardzo droga dekoracja.

Uczciwie trzeba dodać kontrargument, bo inaczej to zbyt proste. Nie każdy uczeń ma dobry smartfon albo stabilne LTE, więc argument równościowy za sprzętem w szkole ma sens. Tylko że wtedy kupuje się tanie laptopy do przeglądarki, nie pracownie AI ze scenografią rodem z serialu science fiction, i nie zabrania się jednocześnie najtańszego kanału dostępu, czyli telefonu.

A tu dochodzimy do rzeczy, przy której miałem déjà vu. Od 1 września 2026 obowiązuje w Polsce zakaz telefonów w szkole. Tylko że obejmuje wyłącznie szkoły podstawowe. Licea i technika same ustalają zasady, a to właśnie tam, w drugiej klasie szkoły ponadpodstawowej, siedzi 65% uczniów badanych w PISA 2025. Zakaz nie dotyczy populacji, o której cały ten tekst mówi. Dwadzieścia lat temu zajmowałem się przemocą szkolną. Wtedy mówiło się „bullying”, z angielska, zastępczo, bo nie było dobrego polskiego słowa. Dziś przy okazji AI robimy dokładnie to samo, i pamiętam dokładnie tę samą logikę reakcji systemu, która rządziła wtedy. Panaceum na przemoc w szkołach było wtedy CCTV, kamery na korytarzach, widoczna, fotogeniczna inwestycja, którą łatwo pokazać na konferencji prasowej. Budowanie kompetencji, uczenie rozpoznawania przemocy, pracę z relacjami w klasie, rzeczy rozłożone w czasie i trudne do sfotografowania, zostawiano na boku. Jedyną dużą i dość kosztowną kampanię społeczną przeciwko przemocy rówieśniczej prowadziły przez sześć lat Orange i dzienniki regionalne. MEN miał nad nią formalny patronat i na tym się jego udział kończył. Piszę to wprost, bez przepraszania: budowanie kompetencji przez sześć lat robiła firma telekomunikacyjna i lokalna prasa, nie ministerstwo. Miliardy w sprzęt IT na „gotowość AI” to ten sam wzorzec, tylko dwie dekady później i z innym słowem kluczowym w tytule programu.

88 tysięcy nauczycieli, dwa tysiące przeszkolonych, jedna proporcja, która mówi wszystko

Jeśli sprzęt to jedna strona wydatków, druga to szkolenia. Cel programu szkoleniowego dla nauczycieli to 88 tysięcy osób. Z danych z jednego z ostatnich posiedzeń komisji sejmowej do spraw edukacji wynika, że faktycznie przeszkolonych w umiejętnościach AI było wtedy około dwóch tysięcy. Pierwsza tura objęła 11 tysięcy. Finansowanie tej puli, z FERS, nie z KPO, to 91 milionów złotych.

W polskiej oświacie jest 511 tysięcy etatów przeliczeniowych według GUS, czyli 700-720 tysięcy osób, licząc szerzej, bo nie każdy etat to jeden człowiek zatrudniony na cały etat. Dwa tysiące przeszkolonych to ułamek procenta całej kadry, nie promila, choć przy tej skali różnica i tak robi wrażenie głównie na papierze. Zestawmy to z ponad pięcioma miliardami złotych na sprzęt. Wychodzi proporcja mniej więcej 1 do 55: na każdą złotówkę wydaną na jedną turę szkoleń AI dla nauczycieli, pięćdziesiąt pięć złotych idzie w urządzenia. Nie trzeba żadnej dodatkowej interpretacji, żeby zobaczyć, gdzie leży priorytet.

Same szkolenia, te które już się odbyły, wyglądają zresztą różnie. Sześciogodzinny kurs online dla doradców metodycznych. Pięciodniowy warsztat „ZBADAI” z Centrum Nauki Kopernik. Trzydniowe szkolenie stacjonarne w modelu train-the-trainers, gdzie doradcy metodyczni mają następnie uczyć nauczycieli w terenie. To ostatnie brzmi rozsądnie, dopóki nie zapyta się, czy ktoś mierzy, ile z tej wiedzy faktycznie dociera na koniec kaskady. Nie znalazłem dowodu, że tak. Nie znalazłem też dowodu, czy certyfikat kończący te kursy potwierdza kompetencję, czy tylko obecność na sali, ani czy program 88 tysięcy jest w ogóle audytowalnie mapowany na oficjalną ramę kompetencji cyfrowych DigCompEdu, która formalnie obowiązuje. To nie są drobiazgi. To dokładnie te elementy, które odróżniają program szkoleniowy od potwierdzenia, że ktoś wykupił salę na sześć godzin.

Na marginesie: bon 2500 złotych dla nauczycieli na zakup laptopa to osobny program i nie ma nic wspólnego ze szkoleniami, mimo że łatwo je pomylić, kiedy czyta się nagłówki obok siebie. To pieniądze na sprzęt, nie na kompetencję, żeby dopełnić katalog. Kursy AI zrobione dobrze to zresztą osobna sprawa, o której już kiedyś pisałem na Agenci i Persony, po tym jak sam zaliczyłem program Google i SGH „Umiejętności Jutra AI”: Pierwszy krok w chmurach, czyli co naprawdę potwierdza dyplom z Umiejętności Jutra. Różnicę między szkoleniem, które coś zmienia, a certyfikatem obecności widać gołym okiem, tylko trzeba chcieć jej szukać.

Nie tylko nie potrafi. Czasem po prostu nie ma kim

Cały ten tekst mówi dotąd o tym, czego szkoła nie umie zrobić z AI. Warto na chwilę cofnąć się o krok, bo część polskich szkół ma problem bardziej podstawowy niż kompetencje cyfrowe: brak ludzi. Według PISA 2025, około 40% uczniów w krajach OECD uczy się w szkołach, w których dyrektorzy wprost zgłaszają, że nauczanie jest utrudnione z powodu braków kadrowych, podobnie z brakiem personelu wspierającego. Problem częściej dotyka szkoły defaworyzowane i publiczne, czyli te, które nie mają zasobów, żeby sobie z tym poradzić inaczej. Ponad jedna czwarta uczniów zgłasza, że koledzy z klasy są rozpraszani przez urządzenia cyfrowe na większości albo na każdej lekcji, niezależnie od tego, czy szkoła ma akurat zakaz telefonów.

Do tego dochodzi klimat. Poczucie przynależności do szkoły deklaruje w Polsce 64% uczniów, przy średniej unijnej i OECD rzędu 75-76%. Polska ma jedno z najniższych w Europie poczuć wsparcia nauczycielskiego, choć trzeba to zastrzec uczciwie: to deklaracje uczniów, nie ocena kompetencji nauczycieli, a na wynik wpływają wielkość klas, przeciążenie programem i właśnie te braki kadrowe, o których mowa wyżej. Szkoła, która ma za mało ludzi i słaby klimat do nauki, nie potrzebuje w pierwszej kolejności pracowni AI. Potrzebuje kogoś, kto w tej pracowni będzie stał, i klasy, w której chce się być, żeby z tej pracowni w ogóle skorzystać.

Nie liczy się to, czy uczeń używa AI, tylko po co

Tu trzeba oddać PISA sprawiedliwość, bo dane globalne nie mówią po prostu „AI szkodzi”. Mówią coś bardziej precyzyjnego i bardziej niewygodnego dla każdego, kto chciałby prostą tezę. Uczniowie OECD, którzy nie korzystają z AI do zadań szkolnych, streszczania czy researchu, osiągają wyniki wyższe o około 20 punktów, mniej więcej rok nauki, niż ci, którzy korzystają. Codzienni użytkownicy AI do streszczania tekstu tracą około 30 punktów względem niekorzystających. Ale jest wyjątek, i to on jest tu najważniejszy: uczniowie, którzy używają AI regularnie po to, żeby pomogło im się uczyć, a nie żeby zrobiło zadanie za nich, mają najwyższe wyniki ze wszystkich grup. Czynnikiem, który to różnicuje, jest to, czy uczeń był w szkole nauczony oceniać jakość treści wygenerowanej przez AI.

To zamyka koło z pierwszym akapitem tego tekstu. Polska ma rekordową adopcję (55,1%) i przeciętne, niewyróżniające się nauczanie oceny AI (62,4% wobec 62,6% OECD). Krótko mówiąc: mamy najwięcej uczniów na świecie w grupie, w której o wyniku decyduje coś, czego akurat systemowo nie robimy lepiej niż ktokolwiek inny. To nie jest abstrakcyjna obserwacja z mojej strony. Trzy miesiące temu, budując z zespołem Korepy.ai narzędzie do nauki historii z AI (przy okazji tego samego audytu ZPE, o którym pisałem tutaj), musieliśmy się z tym zderzyć wprost: model, który podpowiada gotową odpowiedź, uczy gorzej niż model, który każe uczniowi wrócić do źródła i sprawdzić samemu. PISA 2025 właśnie to samo znalazła na próbie 760 tysięcy uczniów w 91 krajach. Miło, gdy dane globalne potwierdzają to, co zobaczyło się wcześniej na małej próbie własnej.

Cicha prywatyzacja, o której nikt na konferencji prasowej nie wspomni

Jest jeszcze jedna liczba, którą warto zestawić z całą resztą, bo pokazuje, kto realnie finansuje lukę, której MEN nie domyka. Według CBOS z października 2025, 34% rodzin z dziećmi w wieku szkolnym płaci za korepetycje lub kursy przygotowawcze w tym roku szkolnym, o pięć punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Wśród maturzystów z korepetycji korzysta 53%. Rynek samych korepetycji wart jest około 4 miliardów złotych rocznie, tyle samo, ile wart jest cały polski rynek gier wideo, a cała kategoria zajęć dodatkowych, około 7,5 miliarda. Rodziny płacące regularnie wydają 800-900 złotych miesięcznie, ponad 10 tysięcy rocznie. To około 2 miliony uczniów, za których rodzice dopłacają z własnej kieszeni do czegoś, co teoretycznie powinna zapewnić szkoła publiczna.

To nie jest ucieczka do szkół prywatnych, bo tu dane są znacznie spokojniejsze: w liceach ogólnokształcących dla młodzieży niepubliczne placówki to wciąż tylko około 13,7% uczniów, udział stabilny od lat. Prywatyzacja edukacji w Polsce nie dzieje się przez wybór szkoły. Dzieje się ciszej, przez rynek korepetycji, który rośnie, dokładnie w tym samym czasie, gdy państwo księguje miliardy na sprzęt, który miał tę lukę zamknąć. Nie wiem, jak się czuje kot z Cheshire, kiedy zostaje z niego sam uśmiech. Ja bym się w tej sytuacji raczej nie śmiał.

Co dalej

Nie napiszę, że trzeba przestać kupować sprzęt i zacząć inwestować w ludzi, bo to zdanie już samo w sobie brzmi jak coś, co powinno się znaleźć w komunikacie prasowym, którego nikt nie przeczyta do końca. Ten tekst nie jest zresztą listą poleceń do zwrotu sterem transatlantyku polskiej edukacji, nikt mi takiego zlecenia nie dał i nie mam do niego kwalifikacji. To bardziej namiar: sygnał, w którą stronę ten statek już płynie, niezależnie od tego, czy kapitan akurat patrzy na kompas. Zamiast morału mam pytanie, które zadaję sobie od tygodnia, odkąd przeczytałem raport OECD. Skoro polscy uczniowie i tak nauczą się korzystać z AI sami, bez pytania nikogo o zgodę, dokładnie tak jak nauczyli się wszystkiego innego w internecie, to na co realnie idą te miliardy: na to, żeby im pomóc, czy na to, żeby ktoś mógł pokazać, że wycisnął Brukselkę?

Może się mylę i za dwa lata program szkoleniowy dogoni te 88 tysięcy, a polska szkoła przestanie być gorzej wyposażona cyfrowo niż wszystkie kraje badane przez PISA poza Marokiem. Bardzo bym chciał. Na razie mam dane z jednego badania i deja vu sprzed dwudziestu lat, które podpowiada, w którą stronę to pójdzie.

Ten tekst, jak większość tego, co publikuję, powstał w modelu HITL, z Claude Sonnet w roli asystenta. Claude odpowiadał za pierwszy przegląd materiału źródłowego z mojego researchu, strukturę i pierwszy przebieg zdań. Za tezy, dobór faktów, które zostają, autorskie wstawki i wszystko, co powoduje, że się pod tym tekstem podpisuję, odpowiadam ja. Szewc, jak już ustaliliśmy wyżej, chodzi w butach.


Korepy.ai startuje jesienią 2026. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda nauka historii z AI, które sprawdził historyk, zostaw e-mail. Damy znać, kiedy wystartujemy.


Źródła

PISA 2025 Results (Volume I): Students' Reading and Mathematics Performance Declined Sharply Across the OECD - OECD, komunikat prasowy, 8 września 2026. Oficjalne wyniki badania: spadki globalne, dane o korzystaniu z AI przez uczniów, próba 760 000+ uczniów w 91 krajach.

PISA 2025 Results, Volume I: Future-Ready Students, pełny raport - OECD. Pełne dane, w tym wyniki krajowe i domena Learning in the Digital World.

Wyniki badania PISA 2025: polscy uczniowie w czołówce UE - Instytut Badań Edukacyjnych. Krajowe wyniki Polski, w tym dane o adopcji AI (55,1%) i nauczaniu oceny treści AI (62,4%).

Nowe wyniki PISA pokazują wyraźny trend: polscy uczniowie utrzymali poziom - Strefa Edukacji. Porównanie unijne: brak poprawy wyników w całej UE 2022-2025, pozycja Polski w matematyce i czytaniu na tle innych krajów UE.

Wyniki PISA 2025: polska szkoła i wsparcie nauczycieli - Wszystko Co Najważniejsze. Dane o polityce urządzeniowej w polskich szkołach i klimacie szkolnym.

Urządzenia cyfrowe w szkołach: polscy uczniowie wskazują na brak ich wykorzystywania podczas zajęć - Forsal.pl. Dane o dostępności zasobów cyfrowych, jakości internetu i zaufaniu do kompetencji nauczycieli.

New PISA report reveals decline in student performance amid chronic teacher shortage and shrinking attention spans - Education International. Dane o brakach kadrowych w szkołach OECD i rozpraszaniu uczniów przez urządzenia cyfrowe na lekcjach.

Program Cyfrowy Uczeń - Ministerstwo Edukacji Narodowej. Oficjalny opis programu, budżet i harmonogram.

Ponad 5 mld zł z KPO dla polskich szkół - KPO.gov.pl. Łączna skala finansowania cyfryzacji szkół z Krajowego Planu Odbudowy.

Zakaz telefonów w szkołach 2026: zasady, wyjątki, kary - Gazeta Prawna. Zakres zakazu (wyłącznie szkoły podstawowe) i data wejścia w życie.

Bon dla nauczycieli na zakup laptopa: zasady przyznawania - ZNP Kalisz. Zasady programu bonu 2500 zł, odrębnego od szkoleń AI.

Stenogram posiedzenia Komisji Edukacji i Nauki, Sejm RP, kadencja 10 - Sejm RP. Źródło liczb 88 000 / 2 000 / 11 000 / 91 mln zł (dokładna data posiedzenia niepotwierdzona).

Edukacja w roku szkolnym 2024/2025, wyniki wstępne - GUS. Liczba etatów przeliczeniowych nauczycielskich w polskim systemie oświaty.

Rynek korepetycji w Polsce 2025: najpopularniejsze platformy, skala zjawiska - PAP MediaRoom. Dane CBOS o skali i wartości rynku korepetycji.

Edukacja w liczbach: jak wyglądała polska szkoła w roku 2024/2025 - Rzeczpospolita. Udział szkół niepublicznych w edukacji ponadpodstawowej.